Kosze, koszyki, koszyczki, opałki, dzbany i koszałki – nie mogło ich zabraknąć w żadnym kurpiowskim gospodarstwie.
W koszach przenoszono między innymi ziemniaki. Były tzw. ćwiartówki lub ćwiartki, czyli kosze o pojemności 1/4 m, były też półćwiartki, półćwiartówki, w których mieściło się 1/8 m. Te większe służyły przy kopaniu ziemniaków, zaś te mniejsze do przenoszenia ich z piwnicy. Koszyczki służyły do zbierania jagód, grzybów czy przeznaczone były na obierki. Niektóre z nich miały pokrywki. Wykonywano także kosze do przechowywania grochu, ziarna, a nawet mąki, tzw. koszałki. Były też dzieżki do jajek. Co je łączyło? Otóż wyplatane były przez Kurpiów albo z korzeni, wikliny, a także ze słomy. Zdolny plecionkarz potrafił zrobić także dzbanek, co świadczyło o jego wysokim kunszcie.

Plecionkarstwo jest jedną z najstarszych i najpowszechniejszą dziedziną tradycyjnej twórczości ludowej. Podstawowym surowcem stosowanym w plecionkarstwie były korzenie, głównie sosny. Największą wartość posiadały korzenie sosny młodej i takiej, która nie rośnie zbyt gęsto. Wydobywanie korzeni z ziemi nazywano „pruciem”. I najczęściej odbywało się na wiosnę lub jesienią. Pozyskany korzeń rozdzielano przeważnie na połowę lub ćwierci oraz zdejmowano korę, wyjmowano także rdzeń, który nazywano „wydzierka”. Jeżeli korzeni nie używano od razu, zwijało się go do wyschnięcia i przechowywało głównie na strychach. Przed samym wykorzystaniem do plecenia korzeń moczono w wodzie przeważnie w ukropie. Jeżeli jednak pleciono przy pasieniu krów, wystarczył zwykły strumień.
Oprócz korzenia do plecionkarstwa wykorzystywano słomę. Najlepsza była ta z żyta, którą zbierało się przed samymi żniwami. To ze słomy wykonywano naczynia do przechowywania zboża, które zwano: solnionki, słoniówki, słonionki. Na Kurpiach naczynia te miały dość dużą wysokość i mogły pomieścić parę metrów zboża. Ze słomy robiono także kapelusze, a także siedzenia do krzeseł.
Mniej rozpowszechnionym na Kurpiach materiałem plecionkarskim była wiklina zwana „chlubem”. Była to wiklina różnych gatunków, rosnąca dziko i zrywana przeważnie zimą, kiedy nie miała miazgi. Z wikliny zwanej „złotochą” pleciono na przykład wozy nazywane „wasągami” lub „kolasami”. Obecnie w regionie kurpiowskim najbardziej znanym plecionkarzem, który stosuje wiklinę jest Wiesław Kuskowski.
Umiejętności plecionkarskich, wymagały także budowane w regionie płoty tzw. pletniaki. Były one powszechne do I wojny światowej. W latach czterdziestych XX w. zaprzestano stawiania tych ogrodzeń. Były one wykonywane przeważnie z gałęzi sosnowych.
Pisząc o plecionkarstwie, nie sposób nie wspomnieć o przedmiotach, od których pochodzi nazwa mieszkańców i regionu, czyli o „kurpsiach”. To najstarsze wyroby plecione w Puszczy Zielonej. Były plecione z łyka lipowego, ale także z kory „krzeziny”, czyli wierzby łąkowej. Kształt ich przypominał większych rozmiarów podeszwy, których brzegi zachodziły na wierzch stopy i przywiązywane były do nogi rzemieniem, sznurkiem lub łykiem. „Kurpsiów” używano do I wojny światowej.
Najbardziej popularną techniką plecenia była technika żeberkowo-krzyżowa. Przy robieniu np. kosza na ziemniaki największą trudnością było przygotowanie szkieletu, który zrobiony był z pałąków, czyli dwóch obręczy wykonanych z jałowca, wikliny lub olszyny. Równolegle do szkieletu przymocowywano pręty z grubych korzeni lub gałęzi akacji. Konstrukcję oplata się cienkimi korzeniami, które stanowią wątek. Gęstość kosza jest zależna od dociskania wątku i precyzji plecionkarza. Inną techniką jest technika spiralna, dotyczy ona wyrobów z korzeni. Jest to technika, dzięki której mamy gęstą plecionkę. Wykonywano nią opałki na zboże, mąkę, dzbanki.
Przy wyrobach ze słomy stosowano technikę warkoczową, bądź spiralną.
W plecionkarstwie wykorzystywano proste narzędzia. Był to przeważnie zwykły nóż, który służył do wycinania i oskrobywania korzeni. Do przepychania korzeni używało się szpili z drzewa brzozowego o zaostrzonym końcu lub żelaznego gwoździa oprawionego w drewnianą rączkę. Do wyplatania ze słomy służyła także ryfka lub kółka ze skóry o różnych średnicach, które pozwalały na kontrolę grubości skrętów.
Plecionkarstwo widoczne było także w narzędziach rybackich. Różnego rodzaju raki, żaki, płoty, bucze na ryby wykonywane były właśnie z wikliny i korzeni.
Niegdyś wyroby plecionkarskie, głównie koszyki można było kupić na targach, a to w Myszyńcu, Kadzidle czy też Chorzelach. Ci którzy mieli za sąsiada plecionkarza, zaopatrywali się bezpośrednio w swojej wsi. Cena kosza półćwiartka wynosiła przed I wojną światową pół rubla, zaś w okresie międzywojennym - 2 zł. Płacono też często w naturze. Była to taka ilość, przeważnie zboża lub kartofli, która zmieściła się w koszu. Kurp, który robił gąsiory oplatane do miodu, otrzymywał wynagrodzenie w miodzie w ilości mieszczącej się w gąsiorze.
Niegdyś plecionkarstwo kurpiowskie było niezwykle powszechne, wynikało to głównie z prowadzonej samowystarczalnej gospodarki, gdzie wszystkie niezbędne narzędzia wykonywano samemu. Dziś jest to sztuka, która dzięki takim twórcom, jak Władysław Murzyn czy Wiesław Kuskowski przetrwa dla następnych pokoleń.
(red.)
Wykorzystano: Tradycyjne plecionkarstwo ludowe na terenie dawnej Puszczy Zielonej i jego rola w gospodarce wiejskiej, W. Paprocka w: Kurpie. Puszcza Zielona, pod redakcją Anny Kutrzeby-Pojnarowej, 1964.
Więcej zdjęć na profilu Facebook Związku Kurpiów https://www.facebook.com/Kurpie.org
